|
W cieniu złotej stupy
(reminiscencja z wyjazdu Darek&Party grupy)
W dniu drugiego marca, na lotnisku w Warszawie
Spotkała się ferajna w jednej wspólnej sprawie
By na kraniec świata przez Zurich się udać
I w ciepłych wodach Birmy miłego dać nura
W Zurichu latarka nurkowa to siła nieczysta
Bo jak wiadomo nurek to prawie terrorysta
Trzeba wybebeszyć niemal wszystkie bagaże
Czy nas puszczą i kiedy? - to się jeszcze okaże
Jest! Puścili! Wsiadamy więc do samolotu
Czeka nas około 10 godzin lotu
Na lotnisku w Bangkoku jest prawie jak z bajki
Wita nas tu Tomasz lubiący tylko Tajki
Hotel, spanie i dalej do Birmy jedziemy
Do Yangonu. Tam ledwo chwilę odsapniemy
I już w cieniu złoconej Shwedagon Pagody
Przełamujemy pierwsze polsko-birmańskie lody
W Baganie stup wszelakich jest cała gromadka
A w każdej siedzi Budda w pozycji "na świadka"
Na zachód słońca pędzimy schodami do góry
I gapimy się w niebo, jak inne "wiewióry"
(Tu się duża pochwała Julicie należy
Że z pomocą Andrzeja wchodzi na szczyt wieży)
Roztargniona Beata niechcący torebkę zostawia
I już cały samolot ukrytej bomby się obawia
W Manadalay jedziemy podpatrywać skrycie
Mnichów buddyjskich tysiąca prozaiczne życie.
Tkać uczymy się longhi w bardzo krótkim czasie
Testujemy, czy tekowy mosteczek ugina się
I sprawdzamy, że w Mandalay aby jechać do góry
Trzeba gazu z butli odkręcić z grubej rury.
Pora lecieć na nurki. Więc w porannym czasie
Robert z Polski przywozi niusy, Ryśka i Kasię
Pakujemy się w samolot i w nadmorskim Phukecie
Lądujemy z osprzętem w okolicach trzeciej.
Żwawo pędzimy na łodzi do swojej kabiny
Niektórzy zawiedzeni, że nie ma dziewczyny
Która masaże miała w 10 palcach aż
Trudno - chętnym Ramon zrobi "Taj masaż..."
Wypływamy zanurzyć się w wód morskich odmęcie
Więc puszczamy sztuczne ognie na szczęście
I Dzień Kobiet świętujemy płynąc na okręcie:
Robert piosnkę śpiewa na baczność z przejęciem
Briefing robi nam Nicky - 2 godziny gada
I o łodzi i procedurach wszystkim opowiada
Gdy, mijając granicę, w cieniu złotej stupy
Ustalamy podziały na pary i na grupy:
Za Nickiem - panny z bzikiem
Za Ramonem - panny szalone
Za Alfonsem - panny z dąsem
A z Dariuszem - chłopcy z animuszem
Pierwsze rozpływanie, pod wodą widoczności słabe
Darek podpowiada, by nurkować "na żabę"
Kolejne nurkowania idą coraz lepiej
Wokół nas bez przerwy z kamerą pływa Pepe
Na 'nocnym' potwornie grupy się mieszają
A przewodnicy samopas sobie przepływają
Za wszystkie problemy Nick robi ekspiację
Nauczyliśmy Afrykanera - Polak ma zawsze rację ?
Pięć razy dziennie mamy na łodzi karmienie
A raczej idą z kuchni ambrozji strumienie
Nawet malkontentów urzekła kulinarna sztuka
Głosy słychać zewsząd - Kill the Cooka!!!
Wciąż pływamy. Nagle w grupach podniecenie
Zobaczymy manty!!! Cieszymy się szalenie
Przy pierwszym nurze nie dopisało szczęście
Ale nic to - idziemy przecież na drugie podejście.
Znowu pech - niestety, manty gdzieś się skryły
Najwyraźniej się Czarka fleszy przestraszyły
Nic to! Na koniec filmu się jakieś doklei
I się powie wszystkim: Takieśmy widzieli!
Nurów koniec nadchodzi. Do Phuket wracamy
Do Tigera idziemy, tańce odstawiamy
Ludka z Agą i Beatą robią tatuaże
A na każdym rogu stoją "Tai masaże"
Do Kambodży kolej. Z Tomkiem wyruszamy
Do Siem Reapu, gdzie dzień cały Angkor Wat zwiedzamy
I robimy zakupy. Po czym, zaskoczeni szczerze,
Podziwiamy przez okno świnie na rowerze
I przyszedł dzień ostatni - upalik w stolicy
A czerwone koszulki szaleją na ulicy
Chwila niepewności - czy lotnisko działa
I już piękna Azja w iluminatorze jest mała.
Ania i Paweł Prokop |