| W ostatnim tygodniu lutego pięcioro z HSA postanowiło spędzić czas na chybotliwym pokładzie łodzi Safy Mar... a wraz z nimi Kasia D, Maciek, Przemek i Aśka.
Wszyscy (oprócz Maćka) pierwszy raz pojechaliśmy na safari. I już wiemy, że będą następne. Morze powitało nas spokojnym falowaniem (no, może raz mocniej zawiał wiatr i fale się wzmogły ale co to dla nas!). Wewnętrzna siła pchała nas w odmęty już od 6 rano czasu polskiego... Światło w wodzie o tej porze było absolutnie magiczne i warto było dla tych migających promieni tak wcześnie wskakiwać do wody. A tam... żółwie, mureny, skrzydlice, wielkie napoleony, malutkie ślimaki... pełnia życia! Ciągle nam było mało więc wskakiwaliśmy do wody nawet 4 razy dziennie - by za każdym razem zachwycać się czymś innym. Morze wciąż nęciło... nawet wtedy gdy z pełnymi brzuchami po lunchu leżeliśmy na sun decku... Nagle pojawiały się delfiny o czym obwieszczał kapitan statku trąbiąc i powodując, że wszyscy budzili się i z obłędem w oczach rozglądali się w poszukiwaniu wśród fal tych cudownych zwierząt. A one przypływały do nas codziennie!

Na pytanie - jak było - odpowiadam; mało! Chcę jeszcze! I zachęcam każdego do takiej formy spędzenia czasu na wodzie. Łódź jest wygodna nawet dla wózków (na pokładzie były ich 3) i ich właścicieli, miejsca jest dość a wypracowane procedury wejścia i wyjścia z wody stanowią o bezpieczeństwie nurkowań z łodzi. Załoga na statku jest sprawna i bardzo chętna do pomocy a kucharz naprawdę dobrze gotuje!
Joanna Hereta |